Rick Riordan - Zagubiony Heros
Welcome,
welcome. Jej, zauważyliście, że większość bloggerów, którzy piszą
recenzje nigdy się nie witają? Dziwne. No cóż, może ja zapoczątkuję ten miły,
prosty zwrot.
Ostatniego dnia targów książki w Krakowie ruszyłam się
wreszcie sprzed komputera (mieszkam dosłownie o rzut beretem i naprawdę kocham
wydawać kieszonkowe na, jak to mawia moja mama – „tomiska co tylko miejsce w
domu zajmują”, ale okropny ze mnie leń) i razem z przyjaciółką odwiedziłam
potężną halę z masą stoisk. Szwendałyśmy się od wydawnictwa do wydawnictwa,
szukając czegoś wartego uwagi. Trochę czasu spędziłyśmy patrząc jak Nergal
rozdaje autografy (co ten typ mógł napisać w swojej książce? I dlaczego kupowały
ją dziesięciolatki? Chyba tego nie zrozumiem) lub podziwiając inne gwiazdy,
które zaszczyciły swoją obecnością starą, dobrą Hutę. I kiedy tak sobie
chodziłyśmy, to nagle ujrzałam książkę, która już gości u mnie na półce. Trochę
wstyd, że wybrałam to zamiast Szarych
Śniegów Syberii, które również rozważałam, ale w duszy jestem jeszcze
dzieckiem, więc żałuje tylko odrobinkę.
Kupiłam Zagubionego
Herosa Ricka Riordana. Percy’ego
kocham, kocham, kocham ponad życie i nie zamierzam tego ukrywać. Ja wiem, niezbyt
ambitnie, ale kto powiedział, że należy darzyć uznaniem tylko np. Władcę Pierścieni? A że książka z
humorem, o tematyce mitologicznej, którą notabene uwielbiam i na dodatek lekka
oraz przyjemna – to co tu dużo mówić, od razu zapałałam do niej uczuciem. Ale
my tu nie o Percy’m. Nie zadawałam
sobie w ogóle sprawy, że Heros będzie
nawiązywał to tej serii. Miałam nadzieję, że nie, bo nie posiadam sagi o synu
Posejdona (ale ją sobie sprawię i to już niedługo – to taki mały komunikat do
ciebie, Mikołaju), a nienawidzę nie mieć czegoś od początku.
Pierwsze wrażenie – nieeeeeee no, Riordan! Ty mi tu nie
kopiuj swojego idealnego, bo idealnego, ale poprzedniego dzieła! Naprawdę
dostrzegałam bardzo wiele podobieństw do Jacksona
i wcale mi się to nie podobało. Pewnie przez to tak mozolnie mi szło czytanie,
ale w końcu się przełamałam i wróciłam do lektury. Nie zajęło mi długo, żeby
wciągnąć się na całego. Rick ma świetny styl pisania, nawet jeśli nie wysila
się na formułowanie jakiś skomplikowanych i kwiecistych zdań. Jeśli chodzi o
poziom humoru utworu, to z przykrością muszę stwierdzić, że w tym aspekcie Heros nie dorównuje Percy’emu. Wydawać by się nawet mogło, że autor na siłę chciał
napisać coś zabawnego, ale z mizernym rezultatem. Pod koniec coś tam zaiskrzyło
i może raz czy dwa się uśmiechnęłam, niestety bardzo brakowało mi tego
dowcipnego stylu Ricka. Ogólnie rzecz biorąc, przez cały czas miałam wrażenie,
że czytam książkę przeznaczoną typowo dla dzieci. Nie bardzo przypadło mi to do
gustu, ponieważ w trakcie Percy’ego
(chyba muszę przestać do niego nawiązywać) ani raz nie przyszło mi to na myśl. Zagubiony Heros jest mniej dojrzalszy,
jeśli tak to mogę określić. Stoi na dużo niższym poziomie, jednak wraz z dalszym
odkrywaniem losów głównych bohaterów – akcja się rozkręca, a powieść zyskuje
parę plusów.
Podejrzewałam, że przygody Jasona, Piper i Leo nie będą
wyróżniać się niczym szczególnym. W końcu co można jeszcze oryginalnego
wymyślić, kiedy napisało się już pięć, bardzo dobrych tomów? I tu miłe
zaskoczenie – kompletnie nowa koncepcja, całkiem inny świat i niesamowita idea.
W życiu nie spodziewałabym się czegoś takiego. Heros zaskakuje szczególnie pod koniec, kiedy prawie wszystkie
wątki osiągają punkt kulminacyjny. Ogólny zarys powieści opiera się na tym, że
Jason budzi się nie pamiętając kim jest. Ma dziewczynę – Piper oraz przyjaciela
Leo. Cała trójka trafia wkrótce do obozu herosów, dowiadujemy się, który z
bogów jest rodzicem każdego z nich, a następnie bohaterowie wyruszają
oczywiście na misję. Spotykają się z mnóstwem przeszkód na swojej drodze, bo
przecież nigdy nie może być za łatwo. Na moją opinię pozytywny wpływ miało
wprowadzenie mniej znanych postaci z mitologii. Poznałam kilka naprawdę
intrygujących osobistości i na pewno poczytam o nich nieco więcej. Jak można
się domyślić, zło przybiera na sile, a młodzi herosi muszą się spieszyć. Ich
zadaniem jest uratowanie Hery, która obmyśliła pewien plan, moim zdaniem
niesamowity, niestety większość nie podziela tej opinii. Okazuje się, że gdzieś
istnieje też rzymski obóz herosów i właśnie stamtąd pochodzi Jason. Dlaczego
nagle znalazł się w greckim? Na to pytanie sami sobie odpowiedzcie.
Przy ostatnim zdaniu powieści zatrzymałam się na jakieś pięć
minut i zaczęłam naprawdę intensywnie myśleć. Dawało ono przedsmak kolejnego
tomu i sprawiło, że już nie mogłam się go doczekać. Ilość pomysłów, które
wpadły mi do głowy, o czym może być kolejna część, niemal rozsadziły mi
czaszkę. Pomimo tak licznych minusów tej powieści, jej zakończenie, te ostatnie
kilkanaście kartek sprawiły, że moja ocena będzie o wiele wyższa. Trzeba być
geniuszem, żeby umieć aż tak podsycić ciekawość czytelnika. A moja ciekawość
niemal zżera mnie żywcem.
Ocena: 7/10






1 comment
Świetna recenzja :D
Osobiście bardzo lubię Percy'ego i zastanawiałam się czy warto kupić "Zagubionego Herosa" i powiem ci szczerze ,że po twojej recenzji skłaniam się coraz bardziej do tego pomysłu. Masz fajny styl pisania , nie zanudzasz a to duży plus. Recenzuj jak najwięcej książek, z chęcią będę czytać :D
Prześlij komentarz